Miłość do psów czy do pieniędzy?


Jan Borzymowski

Zaryzykuję tezę, że społeczeństwo polskie w większości bardzo emocjonalnie podchodzi do spraw złego traktowania zwierząt. To ładne, a być może nawet nobilitujące. Dlatego mass-media chętnie podejmują temat. Kiedyś jako formę biznesu próbowano wprowadzić do Polski corridę. Torreador został obrzucony jajami... Kulturowo obca, krwawa rozrywka nie mogła u nas zyskać poklasku. Trudne dyskusje nad sprawą uboju rytualnego pokazują, jak dalece obce społeczeństwu polskiemu jest krzywdzenie zwierząt. Nawet jeżeli w tle są sprawy określonej wiary, to temat krzywdy zwierząt jest postrzegany jako niedopuszczalne zło.

Różne audycje dotyczące niewłaściwego odnoszenia się do psów i kotów regularnie goszczą w popularnych programach. Prowadzona w skandalicznych warunkach hodowla yorkshire terrierów była pokazywana w TV w porze największej oglądalności. Informacje o złym traktowaniu zwierząt wywołują powszechne oburzenie. W Internecie roi się od wypowiedzi piętnujących sprawców maltretowania psów. Na Facebooku pojawiły się wpisy "dziesiątki yorków przetrzymywane w piwnicy", "Co za żenada... Gdzie był Związek Kynologiczny, jak odbierano mioty?" itp. Odpowiedzialność dotyczy konkretnej osoby. Pośrednio jednak za istniejący stan odpowiada także Stowarzyszenie, które winno kontrolować hodowlę. Polska ustawa o ochronie zwierząt jednoznacznie piętnuje wszelkie niewłaściwe działania pod adresem naszych braci mniejszych (Dz. U. z 2003 r. poz. 1002. Brzmienie od 1.X.2012 r.). Przepisy karne określają całą gamę sankcji w postaci pozbawienia wolności do lat 3, przepadku zwierząt, zakazu ich posiadania, a także wpłacenia nawiązki do 100 tys. zł na cel związany z ochroną zwierząt.

Najczęściej przyczyną niewłaściwego utrzymywania psów, przekraczania rozsądnej skali prowadzenia hodowli, jest pogoń za pieniędzmi. Niedobre traktowanie psów prawo kwalifikuje jednoznacznie. Sądy coraz częściej stosują wyroki skazujące bez zawieszenia. Można mieć ...