Kynologia od podszewki


Jan Borzymowski

Bywalcy wystaw psów rasowych widzą piękne zwierzęta, kolorowe rozety, medale, puchary, słowem - istną sielankę. Niejednemu kibicowi przyjdzie do głowy myśl: "jakie to miłe, fajne, a jednocześnie zapewne dochodowe...". Niestety, taka wizja nie stanowi w kynologii reguły. Oczekiwania najczęściej nie idą w parze z realiami. Nawet kiedy osiągnie się sukces sportowy, nie musi to oznaczać zarazem sukcesu w wymiarze finansowym.

Na temat hodowli psów rasowych krążą opinie, że jest to dziedzina, w której niewielkie nakłady i koszty (bo piesek coś tam zje) dadzą łatwy i znaczny dochód ze sprzedaży szczeniaków. Jeszcze lepiej mieć reproduktora. Rodzą się wyobrażenia o "fabryce pieniędzy". Niejednokrotnie tworzone są wizje z kategorii legend o poszukiwaczach złota El Dorado...

Życie najczęściej układa mniej optymistyczny scenariusz. Zdarzają się jednak wyjątki, które podsycają wyobrażenia tworzące legendy. W latach 90. został sprzedany z Polski do Argentyny piękny rottweiler za 15 tys. USD. Inne zdarzenie - utytułowany przedstawiciel rasy został kiedyś sprzedany w RFN (do Izraela) za wielokrotność ww. sumy. Obydwie strony transakcji były zdeterminowane. Fanatycy rasy chcieli kupić psa za wszelką cenę. Hodowca, a zarazem właściciel, nie chciał sprzedać. Cena propozycji rosła z dnia na dzień. Po tygodniu osiągnęła wartość mercedesa i właściciel psa "skapitulował".

Takie sytuacje stanowią jednak wyjątek. Miarą szeroko pojętego, znaczącego w kynologii sukcesu może być założenie - wyhoduję zwycięzcę świata. Nie muszę wyjaśniać, że udziałowców takiego ewenementu jest niewielu. Dla środowiska lekarzy weterynarii stwierdzenie, że hodowla to nie to samo co rozmnażanie, stanowi truizm. Ale dla osób, które przychodzą na wystawę psów i zetknęły się z kynologią po raz pierwszy, nie jest to takie oczywiste. Za sukcesem kynologicznym stoi wiedza dotycząca...