Zdrowie psa zdrowiem jego pana


Jan Borzymowski

Ta teza może komuś wydać się dość pokrętna. Czy tak jest rzeczywiście? Wiadomo, że potrzebą każdego psa jest tzw. wybieganie się, bo "ruch to zdrowie". Skoro tak, to właścicielowi zwierzaka nie pozostaje nic innego, jak wyprowadzanie i spacerowanie z ulubieńcem. Ale nie tylko o ruch mi chodzi. Wiele osób kojarzy dobre samopoczucie z obecnością różnych zwierząt domowych. Mark Twain kiedyś powiedział: "Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?".

Pozostańmy jednak przy psach. Znane jest powiedzenie Elizabeth Russell: "Rodzice, mężowie, dzieci, kochankowie i przyjaciele mają wprawdzie wszyscy swoje dobre strony, ale nie są psami". Psy to niewątpliwie szczególne zwierzęta i zasługują na uwagę. Istnieje powiedzenie: "Jedyną postacią, która jest zawsze z nami, jesteśmy my sami". Pewnym zaprzeczeniem tego przekonania jest pies, który robi wrażenie bardzo szczęśliwego, kiedy jest ze swoim panem. On nas nie odstępuje. Kiedy musi opuścić człowieka, zostać, być odizolowany, to dzieje się tak najczęściej z inicjatywy człowieka, a nie psa. Psy uciekające, włóczące się, w schroniskach, to najczęściej konsekwencja tzw. "złego pana". Potrzebą natury dobrze traktowanego psa jest być ze swoim panem.

Towarzystwo każdego zwierzęcia, a zwłaszcza psa, daje pewne odprężenie, oderwanie od problemów dnia, pozwala zapomnieć o kłopotach. Jednym słowem, działa uspokajająco, koi, wycisza nas. Również do tej problematyki odnosi się przesłanie zawarte w tytule.

Bywa, że człowiek dla podtrzymania równowagi psychicznej szuka ratunku w psie. Tak było od dawna. Na początku zeszłego stulecia prasa donosiła o pięknych i bogatych mieszkankach Nowego Jorku, które prześcigały się w pomysłach na ozdobienie swoich czworonożnych pupili. Pieski miały obróżki wysadzane brylantami, płaszczyki z Astrachania, a ubranka i buciki robione na miarę przez osobistych krawców i szewców. Nie wspomnę o leg...