Tradycyjne czy bezstresowe


Leonard Wach
Autor jest absolwentem Zakładu Kynologii Policyjnej w Sułkowicach oraz autorem wielu publikacji książkowych i prasowych o tematyce kynologicznej. Przez wiele lat był członkiem zespołu redakcyjnego miesięcznika MÓJ PIES.

Jest rzeczą naturalną, że każdy właściciel psa chciałby mieć posłusznego i oddanego przyjaciela. Żeby jednak to osiągnąć, musi zająć się jego wychowywaniem od wczesnej młodości, a następnie szkoleniem, co nie jest prostą sprawą. Jeszcze do niedawna szkolenie prowadzono metodami, które zostały wypracowane i opisane przez wybitnych fachowców i naukowców. Wspomniane metody pracy z psami zostały oparte na znajomości psychiki tego zwierzęcia i jego zdolnościach umysłowych, które zasadniczo różnią się od zdolności rozumnej istoty, jaką jest człowiek. Aby nauczyć psa czegokolwiek, badano psychikę drapieżnika, ponieważ pies, choć udomowiony, pozostał nim nadal, a praca z drapieżnikiem wymaga szczególnego podejścia do tematu.

W ostatnim czasie jako alternatywę wymyślono metody tzw. pozytywnego/bezstresowego szkolenia, które jest odpowiedzią na szkolenie dotychczasowe, tzw. tradycyjne. Proponuje się w nim takie postępowanie z czworonogiem, w którym przymus został zastąpiony nagradzaniem i "tłumaczeniem" zwierzęciu, kiedy zachowuje się niewłaściwie, a kiedy dobrze, zgodnie z oczekiwaniami wychowawcy. Czy jest to postępowanie błędne? Na pewno nie, bo przecież nikt nie lubi być do czegokolwiek zmuszany. Rozpoczęła się więc ofensywa medialna przeciwko dotychczasowym "brutalnym" metodom, które rzekomo wypaczają psychikę zwierzęcia, podkreślająca jego niewyobrażalne cierpienia. Jej atrybutami mają być obroża kolczasta, kij i jemu podobne przedmioty, za pomocą których pies jest bity, szarpany, zastraszany i ogólnie maltretowany. Przekonuje się, że pies wyszkolony metodami tradycyjnymi wykonuje polecenia ze strachu, przy czym nienawidzi swojego wychowawcy, którego uważa za największego gnębiciela.

Powyższe argum...