Pies - trudna decyzja i problem społeczny (artykuł do dyskusji)


Jan Borzymowski

W polskich miastach, osiedlach, po polach, a także w lasach wałęsają się psy. Według szacunku Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami (z 2003 r.) w Polsce żyje ich ok. 8,8 mln. Oznacza to, że średnio w co drugim domu mieszka pies. I tu zaczyna się problem, gdyż część zwierząt z wymienionej liczby jest pod kiepskim dozorem. Najczęściej nie chodzi o te z udokumentowanym pochodzeniem, których jest raptem ok. 200 tys. Poruszałem już ten temat. Wracam jednak do niego w nieco innym kontekście - roli lekarza weterynarii jako postaci, która pośrednio może mieć wpływ na poprawę sytuacji i ograniczenie zjawiska bezpańskich psów.

Schroniska są przepełnione, a fundacje szukające nowych domów dla porzuconych psów mają pełne ręce roboty. Jest ustawa o ochronie zwierząt i przepisy wykonawcze, m.in. sławetna lista 11 ras psów uznawanych za agresywne. Jest upoważnienie dla służb leśnych i myśliwych do pewnych działań prewencyjnych. Mam na myśli możliwość odstrzału psów zdziczałych, włóczących się, które przebywają dalej niż 200 m od zabudowań. Wspomniane regulacje (a także zapisy w Kodeksie Cywilnym czy Kodeksie Wykroczeń) nie rozwiązują problemu, który był, jest i nadal będzie, z wielu powodów. Po pierwsze, działania ustawodawcy omijają sedno sprawy i zmierzają m.in. do naprawiania tego, co nie wymaga naprawy, np. doskonale działającej kynologii. Po drugie, można sądzić, że problem wynika w znacznej mierze z mentalności ludzi, ich niefrasobliwości, braku podstawowej wiedzy o psach, a zwłaszcza z poczucia bezkarności. Bo jak ustalić, kto odpowiada za włóczącego się psa? Skala zjawiska może niepokoić! Jedno jest pewne - najlepiej zredagowane prawo stanowi pusty zapis, jeżeli nie ma możliwości egzekwowania go. Wynika to z braku regulacji - wprowadzenia obligatoryjnej możliwości identyfikacji psa i właściciela odpowiadającego za poczynania czworonoga.

Najczęściej pies funkcjonuje w naszej świadomości jako opiekun i obroń...