Gdzie problem agresji psów?


Jan Borzymowski

W dniu 21 sierpnia 1997 roku sejm uchwalił Ustawę o ochronie zwierząt. Chwała ustawodawcom za to, gdyż poprzednia regulacja prawna sprzed 70 lat już dawno wymagała aktualizacji. Przepisy wykonawcze do Ustawy to osobna i często trudna sprawa, a są tam regulacje wywołujące burzliwą dyskusję. Otóż artykuł 10 p. 1 Ustawy brzmi: „Utrzymywanie psa rasy uznawanej za agresywną wymaga zezwolenia właściwego organu gminy”, a p. 2: „Wykaz ras psów, o których mowa w ust. 1, oraz warunki wydawania zezwoleń określi, w drodze rozporządzenia, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, po zasięgnięciu opinii Związku Kynologicznego w Polsce.”

Cytat ze wspomnianej opinii jednoznacznie określa stanowisko Związku w przedmiotowej sprawie: „W żadnym przypadku nie należy kojarzyć zjawiska agresji z konkretną rasą psów. Bez względu na rasę czy jej brak, psa zmienia w niebezpieczne narzędzie człowiek niewłaściwie nim kierujący (...) ustawowa banicja dla psów jakiejkolwiek rasy jest w związku z tym niesłuszna, niesprawiedliwa i niegodna cywilizowanego społeczeństwa.”

Każdy pies ma zęby - i mały jamnik, i potężny rottweiler, i mieszaniec także. Jestem przekonany, że pogryzienie przez jakiegokolwiek psa należy kojarzyć raczej z jego właścicielem niż genami czworonoga. Popatrzmy na „drugi koniec smyczy”. Wychowanie, socjalizowanie, szkolenie - to wszystko określa, jaki będzie pies. Wskazuje jednocześnie, że za konsekwencje reakcji pupila odpowiedzialny jest człowiek, bez względu na „szlachetność ...