Ptasie wdrukowanie


Dr Marek Łabaj

"Wystrzegaj się ludzi jednej książki"
św. Tomasz

Jako motto do tego artykułu wybrałem słowa św. Tomasza. Co prawda dotyczą one pewnie innej książki, ale można je odnieść również do co poniektórych hodowców ptaków egzotycznych. Oni także w wielu przypadkach opierają swe hodowle na "jednej książce" lub - co gorsza - na doradztwie "jednego eksperta", który przeczytał (lub nie) także "jedną książkę". I cóż to niesie? Zazwyczaj niefachowość.

Może przykład? Przez lata powielany był pogląd, że amadyny goulda można tylko wykarmiać za pomocą mewek japońskich. Na szczęście wielu rozsądnych hodowców przeczytało więcej publikacji oraz odeszło od tego przekonania i sukcesywnie rozmnaża te nadobne ptaki bez wykorzystywania "mamek". Podobnie bywa z niektórymi gatunkami papug oraz astryldów, a nawet szczygłów. I w tych przypadkach do wysiadywania jajek czy wykarmiania piskląt bywają wykorzystywane łatwo karmiące gatunki. Takie rozmnażanie ptaków ma całe mnóstwo negatywnych skutków. Dlaczego? Niewątpliwie dlatego, że u ptaków w warunkach naturalnych, ale także w hodowlach (chociaż nie w każdym przypadku) jedyną szansą na przeżycie jest opieka ze strony rodziców. Toteż przyroda wyposażyła je w biologiczne mechanizmy pozwalające na zrealizowanie tego życiowego celu. Te naturalne uwarunkowania dotyczą zarówno piskląt, jak i ich rodziców. Służą do wytworzenia wzajemnych więzi pomiędzy potomstwem i rodzicami.

W języku angielskim na określenie owego procesu używa się terminu "imprinting". Etymologicznie nazwa ta pochodzi od łac. imprimere - wpajać; ang. imprint - odciśnięcie, wyciskać (coś na czym). A zatem, jakiż jest sens imprintingu? Najprościej można opisać to tak: małe pisklę musi wiedzieć, kto jest jego opiekunem, za kim podążać (głównie w przypadku zagniazdowników), komu otworzyć dziobek podczas karmienia, i później zachowywać się podobnie jak jego rodzic. Imprinting spełnia wielor...