Terrarystyczne nostalgie - zapomniane gatunki sprzed lat


Piotr Piliczewski

Trudno nie zauważyć ekspansji i rozwoju terrarystyki, jeśli ktoś zajmuje się nią dłużej niż przez kilka ostatnich lat. Z hobby wybitnie niszowego przekształciła się w coś niemal dorównującego popularnością akwarystyce. Wybór dostępnych gatunków zwierząt, odmian, mutacji hodowlanych, form jest oszałamiający. Jeśli nie w Polsce, to za granicą dostaniemy prawie każde zwierzę - od mantelli po helodermę. Giełdy, zarówno w kraju, jak i u sąsiadów, wyrastają jak grzyby po deszczu. Mamy specjalistyczne sklepy terrarystyczne, a w nich prócz zwierząt także olbrzymi wybór akcesoriów - od elementów wystroju terrariów po pokarmy w puszkach. Chcemy, aby ktoś urządził nam gotowe terrarium dla pupila - znajdziemy taką osobę w każdym większym mieście. Mieszkamy w mniejszym mieście - zwierzęta, terrarium, pokarm mogą zostać dostarczone do naszego domu. Możemy mieć terrarium ozdobne albo kolekcję zwierząt w rack-systemie, przegląd systematyczny lub profilowaną hodowlę jednego gatunku w różnych odmianach. Posiadanie we własnym domu gekonów, żółwia czy pytona obecnie przestaje już dziwić, choć dawniej bywało to sensacją na niemałą skalę. Zwierzęta terraryjne zawędrowały pod strzechy, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Jeszcze kilkanaście lat temu było zupełnie inaczej. O portalach internetowych poświęconych terrarystyce nie słyszał nikt, nawet literatury było jak na lekarstwo, i jeśli nie udało się spotkać osoby doświadczonej w hodowli, to warunki w terrariach ustalało się często metodą prób i błędów. Gdy teraz, wyposażeni w dostęp do współczesnych wiadomości, przypominamy sobie niektóre dawne metody hodowli, dziw bierze, że zwierzęta je przeżyły! Samo natrafienie na zwierzęta terraryjne w sklepie...