Chodząca wołowina


Jan Borzymowski

Tytuł opracowania może sugerować, że mamy do czynienia z kartezjańskim mechanizmem, poruszającym się, ale pozbawionym wrażliwości odczuwania. W myśl tak postawionej tezy krowa to nic innego jak "chodząca wołowina". Podobnie, gęś karmiona (a raczej napychana) dla stłuszczenia wątroby to "chodząca gęsina". Bukat specjalnie pojony piwem, ze względu na konsumpcyjne walory mięsa, to nic innego jak "świetny befsztyk". Tyle, że się porusza.

Niejednokrotnie dość niskie pobudki wrażeń smakowych człowieka stanowią wystarczające uzasadnienie i usprawiedliwienie mało pięknych poczynań. Co gorsza, często w okolicznościach zupełnego nieliczenia się z dobrem zwierząt. Zwłaszcza kiedy dochodzi do ich mordowania, również w męczarniach.

Okrucieństwo jest nieodłącznym elementem rozwoju ludzkości. Motywy takich działań można jednak uznać za zjawisko sprzeczne z rozwojem współczesnej cywilizacji, postępem etyki. Badaczom religii doskonale znane są ceremonie ofiarnicze. Te dotyczące zwierząt, ale i ludzi. Geneza tego aktu jest ściśle związana z fenomenem religii. Ofiara z żywego stworzenia zawsze nosi znamiona okrucieństwa. Posługując się przykładem cywilizacji azteckiej - wyrywanie serca uważano za czynność świętą...

Istota Stwórcy - Boga - współcześnie kojarzona jest z dobrem. Jeżeli zgodzić się z tą tezą, jaki Bóg może pragnąć zadawania zwierzętom cierpień, które nie są konieczne? Umocowanie chrześcijaństwa, ale nie tylko, wiąże się ze Starym Testamentem, w którym wymieniony jest Dekalog, uznawany za kierunkowskaz moralny. Judaizm, katolicyzm, większość kościołów protestanckich oraz wschodnich przyjmuje zasady Dekalogu. Przykazanie "nie zabijaj" dotyczy ludzi. Czy słusznie, że jedynie? Dlaczego? Zwłaszcza w okolicznościach nakazanego przymierza z wszelkimi istotami żyjącymi... (Genesis 9.10).

Zgadzam się z prof. Andrew Linzeyem, negującym zabijanie dla przyjemności jedzenia. Tym bardziej nasuwa się sprzeciw przeciwko rytualnemu zabijaniu...