16/03/2026
Roman Lechowski
Leczenie immunosupresyjne jest tematem wiodącym oddawanego do Państwa rąk numeru WpD. To temat szalenie istotny, szczególnie kiedy obiektem naszych dociekań są glikokortykosteroidy, grupa najczęściej stosowanych leków spośród wszystkich leków immunosupresyjnych. W tym przypadku problemem jest, czy dawka ma być przeciwświądowa, przeciwzapalna czy immunosupresyjna? Bez względu na dawkę lek ma działać hamująco na „jakiś proces”, ma ograniczać jego nasilenie i/lub rozległość.
Czasami mam skojarzenia, które luźno dotyczą przedstawionych na naszych łamach tematów, a nie dotyczą bezpośrednio leczenia, czy może przede wszystkim „nieleczenia”. Wiem, że niektórych właścicieli trudno jest niekiedy namówić na leczenie, w szczególności kiedy lek jest bardzo drogi lub, co częściej, ma złą sławę na forach internetowych (właścicieli). Ale proszę mi wierzyć, że nie mniejszą grupę właścicieli stanowią ci, których bardzo trudno jest przekonać, żeby już nie leczyli swoich zwierząt (mam na myśli, żeby już nie podawali leków).
I teraz zmierzam już do sprawy stanowiącej zasadniczy problem, który chciałbym poruszyć. Zastosuję tu neologizm odnoszący się do naszej praktyki – supresja działań terapeutyczno-diagnostycznych. Mam z tym do czynienia niemal przy każdej konsultacji, kiedy właściciel pokazuje mi długą listę leków stosowanych u psa albo kota i/lub długą listę proponowanych zabiegów, badań dodatkowych, nierzadko inwazyjnych. Często właściciele są przerażeni perspektywą takiego scenariusza i nie ukrywam, że przychodzą do mnie, żeby się upewnić, czy taki kierunek jest słuszny, ale przede wszystkim niezbędny tu i teraz.
Nie ukrywam, że nie czuję się najlepiej jako „recenzent” działań innych. Mam zasadę, że nigdy nie krytykuję dotychczasowego postępowania. Jeżeli już, to oceniam działania w perspektywie, tzn. czy pewne działania są niezbędne na już, czy można je zrobić później i czy w ogóle trzeba je zrobić. Mam włączony „czynnik supresyjny”, może nie immuno-, ale supresyjny.
Zgadzam się, że przedstawienie właścicielowi scenariusza postępowania jest ze wszech miar słuszne. Trzeba go poinformować o możliwie wszystkich aspektach, ale nie powinno się tego przedstawiać w kategorii imperatywu. Więcej spokoju i cierpliwości, mniej pospolitego ruszenia.
Wiem, że moje refleksje mają się nijak do leczenia immunosupresyjnego, ale w całej rozciągłości według mnie odnoszą się do „supresji” naszych działań. Polipragmazja to wygodna metoda, ale często wynika z braku głębszej analizy przypadku. Filozofia zastosowania bardzo wielu leków to tak naprawdę metoda, że coś zadziała.
Wiem również, że oszczędne podejście do każdego przypadku wynika nie tylko z wiedzy, ale w dużej mierze z doświadczenia. Znajomość epidemiologii chorób, częstotliwości występowania określonych objawów bardzo pomaga w codziennej praktyce. Niestety zbyt dużo wiedzy przy niewielkim doświadczeniu paradoksalnie przeszkadza. Tu właśnie potrzebne są „supresanty”, nie bójmy się stosować ich w codziennej praktyce.